"Każda przeszkoda ustępuje pod
silną determinacją."
~ Leonardo da Vinci
Wstałam wcześniej. Do
mojego pokoju dobijało się słońce przez małe okienko. Dzisiaj sobota, jutro
niedziela. Właśnie jutro ten dzień - dożynki. Ciarki przeszyły całą moją skórę.
To że pracuję w sklepie daje mi szansę bo mam zaledwie cztery karteczki. Tyle
powinno być, choć krążą pogłoski że nasz burmistrz dorzuca niektórym karteczki
by wziąć za niego astragale. Po co mu one? Przecież jest bogaty. Czas wstać,
przemknęło mi przez głowę jeszcze jedno w co się ubiorę. Uznałam że poszukam
ubrania wieczorem. Poszłam zjeść śniadanie. Ach jak ja kocham
wczorajszy chleb, masło i ser. Ubóstwiam, czemu nie stać nas na te wszystkie
mięsa na targu? Ach zapomniałam - długi. Poszłam wziąć kąpiel. Ubrałam się w
jeansy z szelkami biała koszulkę. Teraz mogę wyjść pospacerować. Jak ja kocham
las, ubóstwiam ten zapach, smak jagód. Wróciłam do domu wieczorem. Nie
widziałam się dziś z rodzicami, ach zapomniałam przecież pracują do dwudziestej
a jest dziewiętnasta. Umyję się i pójdę spać pomyślałam. Jestem pełna od
leśnych owoców. Zasnęłam. Obudziłam się jak zwykle bardzo wcześnie. Leniwe
promienie słońca dopiero dobijały się do mojej sypialni. Pomarańczowy kolor
wypełnił pokój. Pomyślałam jak tu pięknie, po jakichś pięciu minutach wróciłam
na ziemie. Poszłam zjeść śniadanie, kto by się spodziewał że dziś też jest
suchy chleb. Poszłam się umyć. Dopiero teraz przypomniałam sobie o sukience.
Miałam przecież znaleźć ją wczoraj. Nagle mama wparowała do pokoju.
-Hej
skarbie. Mam coś dla Ciebie. - Powiedziała ze słodką nutką w głosie. Mama
zawsze miłą melodyjny głos, jak słowik.
-Hej,
tak naprawdę? - Była podekscytowana i zszokowana, prezenty to tylko na
gwiazdę i co najwyżej mała torebeczka słodyczy.
-Tak,
mam dla Ciebie sukienkę. - Powiedziała radosna. Cieszyła się chyba tak samo jak
ja.
-
" O em dżi". Mamo jesteś kochana! - Podbiegłam do niej przytuliłam i
pocałowałam w puliczek, Mama wręczyła mi ja i mnie przytuliła.
-Dziękuję,
idę przymierzyć. - Powiedziałam iście podekscytowana, nową sukienką.
Była
to śnieżno biała sukienka z lekką koronką i czarnym paskiem materiałowym. Tyle
wygrać. Była idealna. Byłam już gotowa na dożynki. Pożegnałam się z rodzicami i
poszłam. Byłam lekko podenerwowana. Cały czas powtarzałam w duchu - ''Ja mam
cztery karteczki, a niektórzy 10 ". Ustawiłam się w rządku odpowiednim do
mojej grupy wiekowej. Na scence już wyszła ta przeokropnie ubrana i umalowana Malaja. Boże co Ci Kapitoleńczycy na siebie zakładają.
Miała ogromną zieloną sukienkę zrobioną z piór i zieloną perukę, na prawdę
ogromną. Jak zwykle zaczęła się jej przemowa
-
Witajcie, Witajcie. Wiecie co dziś za dzień - dożynki - Powiedziała tym swoim
piskliwym głosem, z taką radością. To obrzydliwe cieszyć się że dwójka ludzi
idzie na śmierć. Nie przedłużając obejrzymy film opowiadający cała historię. Po
pięciu minutach tego okropnego filmu wzięła się za dalszą przemowę.
-
Więc zaczynajmy. Co roku zaczynamy od dziewcząt w tym roku zaczniemy od
chłopców. - Uśmiwchneła się od ucha do ucha. Podeszła do kuli swym dziwnym
krokiem. Wsadziła tam swoja delikatną dłoń. Pomieszała w niej, wyciągnęła
karteczkę i naszym męskim trybutem był...
-
Aleksander Lowonston. Podejdź chłopcze, nie wstydź się.- Olek podszedł do
sceny. Był to osiemnastoletni chłopak. Średniego wzrostu około
stuosiemdzięśęciupięciu cm .Był synem rzeźnika więc należał do
"śmietanki" siódmego dystryktu. Podszedł tam. Malaja podała mu
dłoń i zaprosiła na scenę. Wszedł tam po pięciu drewnianych schodkach.
-Może
trochę oklasków dla... ? - Powiedziała Malaja swym Kapitolińskim głosem.
-Ale..Ale...Aleksander
- Odpowiedział jękliwym głosem.
-Oklaski
dla Aleksandra, z drugiej strony to piękne imię. Nie przedłużając Naszą damską
trybutka będzie... Sam Maltton ! - Powiedziała z taką ekscytacją w glosie że aż
dreszcz przeszył mi skórę. -Podejdź nie krępuj się dodała. - Nadal miała tą ekscytacje
w głosie.
Podeszła
do sceny. Weszłam po drewnianych schodkach...
_________________________________________________________________________
Przepraszam
za tak długą nie obecność, ale brak weny . . . Jak mijają wam wakacje mi tak
średnio na jeża ; - ; . Mam nadzieje że się spodoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz